0
Mówienie Nauka języka

Dlaczego mówienie po angielsku jest takie trudne? cz.2

mówienie po angielsku jest trudne

Kiedy rozmawiam z native speakerami, którzy uczą angielskiego w Polsce, zawsze pytają mnie skąd bierze się u nas Polaków strach przed mówieniem po angielsku. Wygląda na to, że jest to nasza cecha narodowa. Pisałam o tym szerzej w mojej książce, więc tym razem w skrócie – społeczny lęk przed błędem, ośmieszeniem się i byciem przedmiotem oceny zdecydowanie utrudnia mówienie w języku obcym. Nie dotyczy to wszystkich. Osoby z bogatym doświadczeniem językowym i naturalną pewnością siebie często zupełnie nie znają tego uczucia, ale rzeczywiście wiele osób, które spotykam ma w sobie ten sam lęk i przekonanie, że lepiej nie powiedzieć nic, niż powiedzieć coś bez sensu. I o ile ta zasada ogólnie rzecz biorąc jest słuszna, o tyle w nauce języka nie ma żadnego zastosowania.

Nastawienie ma znaczenie

Jeśli myślisz, że łatwo mi mówić, bo sama świetnie posługuję się angielskim i jestem jednym z tych szczęśliwców, którzy w naturalny sposób, szybko i bezproblemowo uczą się języków obcych, jesteś w błędzie. Doskonale pamiętam czas, kiedy doświadczałam blokady językowej nie mniej niż moi aktualni uczniowie. Wiem, jak to jest, gdy coś powstrzymuje przed rozwijaniem wypowiedzi i każe zatrzymać się w bezpiecznym miejscu, gdy tylko można już zamilknąć. Znam ten paraliż, który oblewa ciało, kiedy niespodziewanie ktoś pyta o coś w języku obcym i nagle wszystkie, nawet najprostsze zdania mieszają swój szyk. No i te niezręczne momenty, gdy tak chciałoby się tyle powiedzieć, ale zanim ułoży się w głowie pomysł na dobre zdanie, moment na to, żeby je wypowiedzieć mija bezpowrotnie. Czy posługuje się sprawnie angielskim? Tak. Czy wciąż czuję strach przed mówieniem? Nie. Jak to zrobiłam? O tym za moment Ci opowiem. Najpierw jednak wróćmy do tego skąd bierze się blokada językowa.

“Humor” ze szkolnej ławki

Tu niestety znów musimy wrócić do czasów szkolnych. O błędach systemu edukacji językowej pisałam w poprzednim artykule, ale dodać do nich muszę kolejne ziarenko dziegciu. Kultura języka kształtuje się w nas od dziecka. Rodzice i otoczenie, w którym przebywamy pokazuje nam co jest właściwe, a co nie. Podobnie jest z językiem obcym, którego kultury uczymy się tam, gdzie mamy z nim kontakt, czyli podczas szkolnych zajęć. To tam kreśli się nasze wypracowania na czerwono, stawiając oceny zależne od ilości błędów. To podczas lekcji testuje się nas i odpytuje, wystawiając na posłuch całej grupy rówieśników. To tam pokazuje się nam zasady gramatyczne, nie jako narzędzie do komunikacji, tylko miarkę mierzącą naszą pamięć, inteligencję i umiejętność uzupełniania testów. To jest właśnie kultura języka, która się w nas kształtuje – kultura strachu przed jego używaniem.

Strach ma wielkie… uszy

Potem nie jest lepiej, bo przebywamy wśród osób, które wyrosły w podobnych warunkach. Często więc zamiast wsparcia ze strony bliskich doświadczamy wyśmiewania, gdy popełniamy jakąś językową gafę. Współpracownicy, zamiast empatyzować z naszymi zmaganiami – oceniają i porównują się do nas. A do tego jeszcze sami poddajemy się ocenie znacznie ostrzejszej, niż ta, którą stosujemy względem innych. A gdy przychodzi refleksja nad tak prostym przecież zdaniem, które tak źle zabrzmiało w naszych ustach, pojawia się frustracja, zażenowanie i pewność, że skoro w naszej głowie brzmi to tak źle, każdy przypadkowy przechodzień, nie wspominając o naszych rozmówcach, pewnie właśnie kręci głową z politowaniem. Z jednej strony wolelibyśmy nie słyszeć własnych potknięć, ale z drugiej, mówienie czegoś bez sensu i brak świadomości tej całej mizerii musi być jeszcze gorszy. 

Hej, jaki jest Twój cel?

W całej tej sytuacji zapominamy o kilku niezwykle ważnych kwestiach. Przede wszystkim nie powinniśmy tracić sprzed oczu celu, w którym w ogóle sama komunikacja zachodzi. Jeśli jest to element socjalizowania się ze współpracownikami czy klientami, chodzi o podtrzymanie kontaktu, usłyszenie drugiej strony, pokazanie, że jesteśmy zaangażowani w relację. Często uśmiech i dystans do siebie odgrywa większą rolę niż najbardziej wyrafinowane wyrażenie. Daj się lubić a zadanie możemy uznać za wykonane. W rozmowie z przechodniem na ulicy celem jest przekazanie i odebranie informacji. Jeśli zatem doszło do porozumienia, to mniejsza o to, czy przebiegło okrężną drogą, czy pół na pół na migi. Zadanie zostało wykonane. Jeśli jest to lekcja języka, gdzie wszystkie te potknięcia, zacięcia i mamrotanie mają na celu ćwiczenie mówienia, niezależnie od tego jak wiele by ich nie było, zadanie jest wykonane. W żadnej z powyższych sytuacji błędy językowe nie pełnią kluczowej roli.

Czy naprawdę tak uważasz? No niby tak, ale lepiej byłoby nie wygłupiać się z podstawowymi błędami. A w ogóle idealnie byłoby tych błędów nie popełniać. No, nie do końca…

Błąd – Twój najlepszy przyjaciel

Błąd to znak, że robimy coś nowego, uczymy się. Tak, jak dziecko, gdy uczy się chodzić, najpierw musi wielokrotnie się przewrócić, tak osoba ucząca się języka obcego, niezależnie od wieku, w którym ten proces się dokonuje, musi dziesiątki razy potknąć się o każdą nową konstrukcję językową, zanim będzie ją sprawnie używać. Mały człowiek, upadając podczas nauki chodzenia poznaje swoje ciało, jego reakcje, uczy się utrzymywania równowagi i poza całą skomplikowaną pracą mięśni, uczy się też umiejętnego upadania. Podobnie, popełnianie błędu jest naturalnym elementem kształtowania się umiejętności władania nowym językiem. Popełniając błędy uczymy się podejmować próby komunikacji, rozpoznawać i identyfikować nowe brzmienia, poszukiwać w pamięci wyrażeń, które nie przychodzą na myśl naturalnie szybko, ale również radzić sobie z brakiem zrozumienia ze strony rozmówcy. Błąd językowy oznacza, że właśnie przebiega w nas ten niezwykle skomplikowany proces tworzenia się połączeń neuronalnych w naszym mózgu, a każdy nowy element odnajduje swoje miejsce w niewyobrażalnie wielkiej i perfekcyjnie zorganizowanej sieci elementów językowych. Ten proces to prawdziwy cud, a nasz „niechciany” błąd jest jego integralnym elementem.

Innymi słowy, opanowanie języka w sposób bezbłędny jest po prostu niemożliwe, czy tego chcemy czy nie. Łatwiej więc byłoby ten fakt zwyczajnie zaakceptować i pozwolić cudownym procesom mózgu po prostu działać. 

Niemniej jednak, zdarza mi się wciąż spotykać osoby, które planują rozpoczęcie aktywnej komunikacji, poszukiwania pracy, wyjazdów zagranicznych czy jakiejkolwiek innej aktywności językowej, gdy już osiągną etap, na którym nie będą popełniać błędów. Niestety ten moment „gotowości do…” nie następuje nigdy, bo świadomość opanowania jednej struktury językowej odsłania przed nami istnienie kilku kolejnych do przyswojenia i to onieśmielające uczucie braku osiągnięcia stanu perfekcji już nigdy nas nie opuszcza. Po raz kolejny więc, o ile trudne i może dla niektórych nawet graniczące z niemożliwością, zaakceptowanie własnych błędów wciąż jest bardziej realne niż wyeliminowanie ich z procesu uczenia się.

Antidotum na strach

Obiecałam podzielić się z Tobą tym, jak przełamać tę barierę i pozbyć się strachu przed mówieniem. To nie magiczne zaklęcie, ani skomplikowany algorytm. To po prostu pierwszy krok. Trud podjęcia komunikacji pomimo wszelkich dyskomfortów jakie ze sobą niesie. To wypowiedzenie tego śmiesznego i niedoskonałego zdania przed innymi. To zareagowanie na cudzy śmiech  – uśmiechem, na brak zrozumienia – spokojnym wyjaśnieniem, a na drwiący głos wewnętrznego krytyka – kolejnym nieidealnym zdaniem. Po kilku bolesnych próbach Twoja skóra będzie grubsza, Twój strach mniejszy, a Twoje umiejętności językowe lepiej rozwinięte. Tak stało się ze mną i to samo dzieje się z uczniami, z którymi pracuję. To uwalniające uczucie. Przekonaj się jak to jest być po drugiej stronie językowej bariery. Podejmij tę próbę już dziś.

You Might Also Like

No Comments

    Leave a Reply